"Blaski i cienie Łęcznej" - legendy i podania łęczyńskie

31-03-2008, 10:17

Jadą... jadą... jadą... z Podola, z Wołynia, z Ukrainy... Skrzypią osie, parskają konie, obracają się koła, wznosząc pył przydrożny... A za ludźmi - stada wołów, owiec, koni... Ryk, becze­nie, chrzęst, pokrzykiwania pastuchów mieszają się w chóralny akord życia.
Na jarmark do Łęcznej, co się kiedyś Łucznem nazywała. Bo miłościwy pan, król Stefan Batory, zezwolił na ośmiodniowe jarmarki w tym osiedlu.
Cieszą się mieszkańcy Łęcznej. Szykują noclegi w swych drew­nianych domkach dla ściągających z daleka kupców. A w miasteczku ruch. Zjeżdżają komedianci, cyrkowcy, karuzełnicy, błazny... Karcz­marze zaopatrują piwnice i spiżarnie... W zajazdach robi się ciasno od furmanek, bryk, wasągów...

Jarmark w Łęcznej.
Grajkowie grzmią od ucha. Na straganach barwią się i błyszczą cacka ozdobne do niewieścich strojów... W innym miejscu - kupcy prezentują łokciowiznę rozmaitą. Jaskrawią się aksamity i jedwabie... Mienią się sukna połyskliwą gładkością. A opodal wybór koni, a gdzie indziej - wybór bydła... Rżenie, bek, muzyka, śmiech... Pie­niądze przepływają z kieszeni do kieszeni jak ruchliwa, niepowstrzy­mana fala.
I tak przez osiem dni.

Czerwono... purpurowo... zachłannie... upalnie... To pożar w Łęcznej.
Wesoło trzaska ogień, trawiąc wyschnięte, drewniane dom­ki... Wesoło skacze z jednego dachu na drugi... Miasto płonie! Ję­zyki ognia liżą już drewniany kościółek... Ludzie krzyczą tak stra­sznie... Nie podzielają radości ognia. Drażnią się z nim. Ustawili się w długim szeregu i z rąk do rąk podają konwie wody na walkę z pożarem. A drudzy zbiegają po wodę do Wieprza. Spoceni, zzia­jani, ostatkiem sił zmagają się z szalejącym, rozweselonym ogniem...
Ale przecież zmienił się wiatr... Uprzykrzyła się pożarowi za­bawa... Swąd, pogorzelisko, pustkowie sterczących kominów... Opadły zmęczone walką ręce... Część miasta ocalała.
Niespożyta jest ochota ludzka.

Pogorzelcy - przez sąsiadów przygarnięci - ruszyli do odbudowy miasta. Ruszyli z myślą o jarmarkach, z myślą o powrocie dobrobytu. I pobudowali miasto inaczej. Stanęły domy mieszkalne, łączone wspól­nym dachem ze stajniami, stanęły uszeregowane tak, aby utworzyć kil­ka rynków dla wygody handlu... Życie zaczęło się uśmiechać do pogo­rzelców... Jeszcze trochę, a kupcy ze Wschodu ożywią zamarłą Łęczną... rozebrani gwar, muzyka, śmiech...

Tymczasem przyszły złe wieści ze strony Kraśnika. W mieście wy­buchła morowa zaraza przywleczona z Azji. Napadli na Kraśnik Mon­gołowie... Zrabowali mienie - zostawili mór... I ludzie marli - co drugi.
Potem zaraza przerzuciła się na Urzędów,.. Ale to było jeszcze da­leko od Łęcznej. Wreszcie przybliżyło się niebezpieczeństwo... Mór zaatakował z lekka Lublin. A na dziewięć dni przed Bożym Narodze­niem umarł na dżumę pierwszy człowiek w Łęcznej.
- Może tylko on... Może tylko ten jeden... - uspokajali siebie mieszkańcy miasta.

Aż oto rozpoczął się potworny taniec śmierci. Pukała ona do każdego domu, rozszalała, zachłanna, nieubłagana, zapraszając w śmiertelny tan. Coraz to zanosił się przeciągłym dźwiękiem koś­cielny dzwonek, zwiastun zgaśnięcia jeszcze jednego życia. Zabra­kło w mieście trumien... Zabrakło łez... Zabrakło żałobników, bo - marli... marli... marli...

W przeciągu kilku dni prawie cała ludność miasta przeniosła się na cmentarz. Był to rok 1693.
I w pewnym momencie Śmierć wytarła kosę, roześmiała się nad obfitością żniwa i - odeszła.
Daremnie czekała na nią garstka pozostałych przy życiu. Wi­gilijny stół zgromadził ich w żałobie i... w zdrowiu. Mór odszedł bezpowrotnie. Boża gwiazdka zajrzała w smutne oczy ludzi.
I stanął krzyż dębowy w mieście, na pamiątkę odwrócenia za­razy postawiony przez tych, którzy ocaleli.

Minęły lata. Łęczna zaczęła się zaludniać... Przywilej Stani­sława Augusta wznowił jarmarki. I znów zaczęli zjeżdżać kupcy z Podola, Wołynia, Ukrainy, Zduńskiej Woli, z Ozorkowa, Pilicy, Łodzi... Znów nadciągnęli komedianci, cyrkowcy, karuzelnicy, muzykanci... Ryczało bydło, pobekiwały owce, rżały konie... Znów pełne były zajazdy i pełne kieszenie. Minęły klęski, minęło zło, przemielone na strasznym kole zdarzeń, a wróciło ochotne, odrodzone życie.
Ale mieszkańcy Łęcznej - na dziewięć dni przed Bożym Na­rodzeniem oddawali się zawsze postom i modlitwom, pamiętni na klęskę miasta i na tych, którzy wtedy odeszli.

Źródło: www.pamiecmiejsca.tnn.pl
"Legendy, podania, inne opowieści z Lubelskiego"
pod red. Adama Wójcikowskiego, Włodzimierza Wójcikowskiego

 



Dane urzędu

GMINA ŁĘCZNA
URZĄD MIEJSKI W ŁĘCZNEJ
21-010 Łęczna, pl. Kościuszki 5
tel. 81-53-58-600
fax: 81-752-02-42
e-mail:

NIP 505-001-77-49
REGON 431020055
Elektroniczna Skrzynka Podawcza